Można śmiało powiedzieć, że piwo to nasz napitek narodowy. Chociaż nie spożywamy go najwięcej w Europie, bo lepsi są np. Czesi czy Belgowie, to i tak, pijemy go sporo. To oczywiście, zgodnie z zasadą, że popyt rodzi podaż, musiało zaowocować rozwojem rynku browarniczego. I trzeba przyznać, że obecna różnorodność marek i rodzajów piwa może przywrócić o zawrót głowy. Taki wzrost konkurencyjności musiał też automatycznie wpłynąć na ceny piwa.

 

Rynek piwny w liczbach

W ciągu ostatnich pięciu lat rynek piwny wzbogacił się o ogromną liczbę nowych firm i dziś po prostu pęka w szwach. Mamy tu wielkie koncerny, produkujące piwo na skalę masową, nieco mniejsze browary, które mają zasięg lokalny a także niewielkie browary rzemieślnicze, wytwarzające niszowe piwa dla prawdziwych smakoszy i koneserów.

Takie zagęszczenie sprawiło, że ceny piwa spadły samoistnie i w 2017 były o 5% niższe niż w 2012 roku. Średnia cena jednej butelki piwa w zeszłym roku wynosiła 2,76 zł.

W tym czasie wzrosły też wynagrodzenia. Według danych GUS, za przeciętną pensję w zeszłym roku można było kupić o 1,1 tys. opakowań półlitrowego piwa więcej niż w latach ubiegłych. To dane dość abstrakcyjne, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie wydaje całego wynagrodzenia na piwo, ale doskonale obrazuje jak zmieniły się ceny piwa i relacja tych cen do naszych zarobków.

Co ciekawe, niższe ceny piwa i wyższe zarobki nie spowodowały większej konsumpcji, a wręcz przeciwnie, rynek piwny odnotował lekki spadek o 2,4%. Według analityków jest to zwyczajne nasycenie rynku, co oznacza, że mamy już stałą ilość konsumentów o ustabilizowanych potrzebach. Upraszczając, polski klient pije już maksymalną ilość piwa i więcej już nie wypije. Ale może wybrać inna markę, więc obniżka cen była koniecznością.

Walka o klienta to oczywiście kosztowne kampanie reklamowe, dbałość o smak i oprawę marki, ale też odpowiednie umowy z sieciami handlowymi. Okazuje się, że statystyczny Kowalski najchętniej kupuje piwo w sklepie o powierzchni do 300 mkw. Dwa z trzech zakupionych w poprzednim roku piw pochodziły właśnie z takich mniejszych marketów oraz franczyzowych sklepów osiedlowych. Główny powód to fakt, że w takich średniej wielkości marketach i sklepikach kupuje się stosunkowo wygodnie, a dodatkowo, jest ich wszędzie pełno. No i mają częste promocje. Aby więc zapewnić sobie zbyt w tych sklepach, trzeba dać dobre ceny piwa.

 

Okresowa prosperita

Każda marka na rynku piwnym, oprócz dobrej siatki dystrybucji swoich produktów, musi też zwracać baczną uwagę na pewną sezonowość, jaka panuje w zakresie spożywania tego napoju. To przede wszystkim pory roku i pogoda. Wiadomo, że okres letni i wakacje to okoliczności, kiedy pijemy więcej piwa. Wtedy też pojawiają się liczne promocje, specjalne kampanie podkreślające „orzeźwienie”, ale też i inne ceny piwa. Często pod szyldem wspomnianych promocji można znaleźć delikatną podwyżkę, którą wychwyci tylko wyczulony klient.

Latem pełno jest także wszelkich festynów, koncertów, festiwali i innych wydarzeń plenerowych, gdzie wielkie koncerny z rynku piwnego stają się sponsorami, a jednocześnie sprzedają masowo swoje produkty. Mocniej działają też lokale gastronomiczne z ogródkami piwnymi, a my sami jeździmy, zwiedzamy, odpoczywamy i grillujemy. A to wszystko przeważnie w towarzystwie piwa.

Więcej piwa spożywamy też w czasie dużych wydarzeń sportowych, zwłaszcza z udziałem naszych sportowców, jak mundial, skoki narciarskie czy mistrzostwa lekkoatletyczne. To wszystko okazje dla browarów, zarówno tych ogromnych jaki i niszowych, aby pomimo niskich cen piwa, podkręcić swoje zyski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *